piątek, 2 listopada 2012

Rozdział 1

Z perspektywy Jess
...Dong Woona. Strasznie się zdziwiłam i ogarnęla mnie złość. Miał w rękach kwiaty.
-Czego chcesz?!-zapytałam wściekle.
-Przepraszam Cię. Nie chciałem tego zrobić w taki sposób ,popełniłem ogromny błąd. Z tamtą laską już skończyłem. Kocham Ciebie i tylko Ciebie. Uwierz mi błagam. Wróć do mnie. Nigdy więcej Ci nie złamię serca. Obiecuję. Prosze te kwiaty są dla Ciebie.
Uśmiechnęłam się do niego. Spuściłam na chwilę wzrok i znów na niego spojrzałam. Zobaczyłam że również delikatnie się uśmiechnął.
-Wynoś się.-powiedziałam cicho już się nie uśmiechając.
-Co?
-Wynoś się powiedziałam!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Jak w ogóle śmiesz tu przychodzić i chcieć żeby do Ciebie wróciła????????!!!!!!!!!!!!!! Zerwałeś ze mną przez SMS ,teraz do mnie przychodzisz i chcesz żebym do Ciebie wróciła ,jak możesz być taki egoistyczny ,hamski i głupi??????!!!!!! Nie chce Cie więcej widzieć!!!!!! Spadaj stąd ,bo jak nie to wezwe policję!!!!!!!!!!!!!!-wykrzyczałam mu prosto w twarz a on zaniemówił.
Przybiegła Krystal ,była cała przerażona.
-Czego od niej chcesz idioto?!-zapytała ze złością.
-Już sobie idę ,spokojnie dziewczyny.- po tych słowach na prawdę sobie poszedł.-Aaa i jeszcze jedno ,Jessica nie myśl że tak łatwo się podda ,co to ,to nie.-po chwili już go nie było.
Poszłyśmy z Krystal do kuchni.
-Ja mu dam. Będzie Cie w domu nachodził. Idiota ,cham ,wariat...-mówiła pod nosem.
-Uspokój się Krystal. Wątpię że jeszcze tu przyjdzie ,a jeżeli to wezwę policję i po sprawie.
Później poszłyśmy oglądać telewizję. W okolicach godziny 13 zgłodniałyśmy i poszłyśmy na miasto coś zjeść. Potem pospacerowałyśmy chwilę. Spotkałyśmy Sulli.
-Hej ,dziewczyny chcecie iść ze mną na zakupy?-zapytała.
-Hej ,ja chętnie.-powiedziała Krystal.
-Hej ,przepraszam ,ale nie mam ochoty ,pójdę do parku na spacer.-uśmiechnęłam się.
-Na pewno? A co jak on tam będzie?-zmartwiła się Krystal.
-Tak jestem tego pewna ,zresztą w parku jest dużo ludzi ,ten tchórz nie odważy się do mnie podejść.
-No to pa ,jakby co dzwoń do mnie.-powiedział Krystal.
-Pa.-pożegnałam się i poszłyśmy w swoje strony.
Po chwili byłam już na miejscu. Tym razem nie poszłam do fontanny tylko nad rzekę gdzie uratował mnie tajemniczy. Miałam nadzieję że go spotkam. Usiadłam na ławce koło rzeki. Siedziałam tak już godzinę rozmyślając jak on wygląda i czy znów go spotkam.
-Mam nadzieję że tym razem nie masz zamiaru tam skakać.-odezwał się tajemniczy męski głos.
Momentalnie się odwróciłam. Ujrzałam przystojnego wysokiego ,młodego mężczyznę. Miał blond włosy ,a w jego oczach można było utonąć.
-To Ty mnie wtedy uratowałeś?-zapytałam z łzami w oczach.
-Tak ,to ja. Coś jest nie tak? Masz łzy w oczach.-na sam jego głos czułam motylki w brzuchu.
-Dziękuję!!!!!!!-krzyknęłam i się na niego rzuciłam (czyt.mocno przytuliłam).
-Nie ma za co. Tylko proszę Cię nie rób już tego więcej. Szkoda tak pięknej dziewczyny jaką jesteś.-uśmiechnął się.
Usiedliśmy się na ławce. Długo rozmawialiśmy. Dowiedziałam się że ma na imię Kris ,ale to tylko jego pseudonim sceniczny a tak na prawdę nazywa się Wu Yi Fan. Jest liderem zespołu EXO M. Świetnie mnie zrozumiał. Pomimo że znałam go bardzo krótko ,czułam jakbym znała go od dziecka. Świetnie nam się rozmawiało. Wymieniliśmy się nawet numerami telefonowymi. Spacerowaliśmy nawet po mieście. Zjedliśmy razem kolację. Nie chciało nam się rozstawać. Nie wiadomo kiedy była już godzina 22. Odprowadził mnie pod same drzwi domu. Pożegnaliśmy się i weszłam do domu.
-Gdzieś Ty była!!!!!!!!!!!!!!-usłyszałam natychmiast Krystal.
-Poznałam wspaniałego chłopaka. Nazywa się Wu Yi Fan ,a jego imie sceniczne to Kris. Jest liderem EXO M....
-Czekaj ,czekaj. EXo M powiedziałaś? I że Kris!!!!!!?????-prawie wykrzyknęła.
-No tak ,czy jest coś nie tak?
-Luna jest w nim zakochana!!!!!!!
-A skąd ja miałam wiedzieć?
-Błagam nie zaczynaj z nim ,bo ona nie da żyć ,ani Tobie ,ani mi.
-Nie może zatruć Ci życia. Co najwyżej mi. Zresztą....czy ona mi powiedziała że jest w nim zakochana? Nie.
-W sumie masz rację.
-No mam. Więc nie martw się.-uśmiechnęłam się ,a ona to odwzajemniła.
Do godziny 02:46 gadałyśmy ,a później poszłyśmy spać. Z jednej strony ten dzień był fatalny ,a z drugiej dzięki Krisowi wspaniały.
Z perspektywy Krisa
Do domu wróciłem o godzinie 01:03 ,mógłbym wrócić o wiele wcześniej ,ale nie miałem ochoty. Musiałem przemyśleć ze spokojem co tak na prawdę czuję do nowo poznanej Jess. Jest taka śliczna ,słodka ,piękna ,doskonała... Jak tamten idiota mógł ją tak skrzywdzić? Wszedłem do kuchni. Był w niej Lu Han.
-Ty dopiero teraz do domu wracasz?! Wiesz jak ja sie martwiłem?!-zaczął się wydzierać
-Teraz to sie zachowałeś jak moja mama.-zaśmiałem się.
-To nie jest śmieszne!!!
-No już dobra ,już dobra. Poznałem piękną dziewczynę. Tą co wtedy ją wyłowiłem i zawieźliśmy ją do szpitala. Pamiętasz?-zapytałem.
-Jak mógłbym to zapomnieć?
-No więc to jest Jessica z zespołu SNSD. Jej pełne imię to Jung Sooyeon. Jest wspaniała. Mam jej numer telefonu...
-Czekaj ,czekaj. Jessica???!!! Przecież to jest była dziewczyna Dong Woona!!! On jej tak łatwo nie odpuści!!!!
-Przecież to on z nią zerwał i to jeszcze w ten okrutny sposób. To nie możliwe żeby tak nagle chciał do nie wrócić.-wyjaśniłem.
-Niech Ci będzie ,ale żeby nie było że nie mówiłem!!!-krzyknął.
-Dobra ,dobra skończ już.-powiedziałem wychodząc z kuchni.
Skierowałem się do pokoju. Uszykowałem się do spania. Usnąłem bardzo szybko. Przyśniła mi się Jessica.